Czy właściciele upodabniają się do swoich psów?

Zdecydowanie tak.

Ale może być i odwrotnie – pies będzie się upodabniał do swojego właściciela.

To, w którą stronę będzie zachodzić ten proces tłumaczy ogólna teoria konwergencji, którą wyłożę w niniejszym wpisie.


Od dawna zastanawiałem się, jak to się dzieje, że psy tak często przypominają swojego właściela.

Na przykład jeśli właściciel nie grzeszy rozumem, to i jego pupil często nie wygląda na inteligentnego – w przypadku psów inteligencja w mojej opinii przejawia się samodzielnością i zaradnością. Czyli będzie to pies niesamodzielny i bezradny, a często jeszcze kłótliwy. Gdyby nie człowiek, zagryzłyby go inne psy – np. za wszczynanie kłótni.

Albo jeśli właściciel jest postawnym mężczyzną, to ma wielkiego psa. Albo kobieta, którą – przepraszam – określiłbym jako blondynkę, ma totalnie nieposłusznego dalmatyńczyka. Albo facet o wyglądzie i mentalności ABSa (Absolutny Brak Szyi) i ma ewidentne problemy z samooceną ma mastafa lub rotweilera. Przykłady mógłbym ciągnąć.

Do dziś mam przed oczami następującą scenkę, którą widziałem wiele razy u siebie na osiedlu – nieduży pies wyprowadza swoją właścicielkę na spacer, ciągnąc ją na smyczy. Na twarzy kobiety odmalowuje się wyraz rezygnacji i kapitulacji. Pies ciągnie silnie, kobieta musi się bardzo starać by się nie przewrócić.

Pewnego dnia mnie olśniło. Wybieramy psa, dobierając go do własnych cech charakteru oraz wyglądu zewnętrznego. Pies, którego wybraliśmy, to od początku nasz alter ego (albo naszego wyobrażenia o nas samych). Pomijam tu przypadki adopcji ze schronisk oraz różne inne (aczkolwiek nieliczne) przypadki nie pasujące do tej teorii – na samym końu psychologia to nie matematyka. W momencie gdy pies pojawia się w naszym domu rozpoczyna się konwergencja  czyli proces upodobnienia – w tym przypadku psa i jego właściciela. Proces ten tym bardziej jest ułatwiony, gdyż już na samym początku, pies to nasz alter ego. 

Jeśli więc przywódcą domowego stada składającego się – co najmniej – z psa i jego właściciela zostaje pies, to powoli, w procesie wychowywania właściciela, właścieciel jeszcze bardziej upodabnia sie do swojego psa. Choć upodabnianie to nie  dotyczy wszystkich cech, to jednak przeważnie dotyczy tych najbardziej widocznych. Może to dotyczyć wyglądu zewnętrznego (tak!), charakteru, sposobu poruszania się (szybko, wolno, z gracją, etc) i oczywiście inteligencji.  Na pewno nie raz mieliście to wrażenie patrząc na psa i jego właściciela – obaj byli tak bardzo podobni do siebie.

Może się wtedy okazać się, że pies podporządkuje sobie właściciela. To pies, nie właściciel decyduje gdzie śpi (pies), kiedy je, co je, kiedy przybiega do właściciela, czy oddaje mu swoje zdobycze, etc.

Jeśli nie zachodzi proces upodabniania się właściciela do psa (lub też podporządkowania się właściciela psu), to drugą najczęstszą sytuacją jest gdy obie strony – dość obojętnie – żyją obok siebie. Wtedy oczywiście nie następuje żadne upodabnianie się. To są te – wcale nie rzadkie – pozorne odstępstwa od teorii konwergencji. Ale to nie są odstępstwa – po prostu pies i właściciel nie oddziałowują na siebie.

Sytuacja, gdy to pies upodabnia się do właściciela niestety nie jest częsta. Wymaga to spełnienia jednego, bardzo ważnego warunku – to właściciel musi być przywódcą stada. W przypadku stada składającego się z ludzi i psów, bycie przywódcą nie wymaga wcale siły fizycznej. Potrzebna jest jednak wiedza (lub inteligencja pozwalająca dojść do tej wiedzy) o tym jak rozumują psy. A o tym – w następnym poście.

Ika i Zbyszek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.